piątek, 4 grudnia 2015

Upss

Nie tylko druidowi nie uśmiechało się wchodzenie do tego wilgotnego, ciemnego miejsca wręcz naelektryzowanego magią. Magia ta była dzika, nieuporządkowana, pierwotna.  Całkiem inna od tej, którą władał Atraviel, nawet jeżeli bardzo niewielu było w stanie rozróżniać rodzaje magii, a ona sama miała jedno źródło.
Chłopak poczuł nieprzyjemny, chłodny powiew wiatru usilnie próbujący przeniknąć przez jego ubiór. Zdawał sobie sprawę z tego, że nikt go tu nie chciał. Mimo wszystko był tu obcy, a zdążył się przekonać o tym, że ta ziemia ma swój własny rodzaj rozumu. Siedlisko driad było przy tym czymś dość niezwykłym i zapewne nieźle chronionym przez samą Puszczę.
Przez chwilę At zastanawiał się czy Nive nie będzie miał jakichś... kłopotów, nieprzyjemności czy czego tam jeszcze, za zabranie go tutaj. Nie chciał tego, ale bardzo mu zależało na odzyskaniu tego co do niego należało. Poza tym dalej był nieco obrażony na mężczyznę. Mimo wszystko chłopak przywykł do samodzielności i radzenia sobie samemu. Musiał to robić, od maleńkości umieć o siebie zadbać i oceniać co jest w zasięgu jego możliwości, jak wyjść z kłopotów, w które sam się wpakował. Gdy ktoś traktował go jak mało rozgarnięte dziecko budził się w nim ten rodzaj buntu, który był integralną częścią dumy, do tego teraz porządnie urażonej.
- Trochę tu... czuć czymś co zdechło... - wymamrotał jasnowłosy, marszcząc nos. Miał nadzieję, że to nie poprzedni "goście" driad.
Nive zaśmiał się rad z tego, że oboje mają podobny pogląd na miejsce, w którym się znaleźli. Wziął jednak głęboki wdech, starając się zabrać ze sobą jak najwięcej czystego, świeżego powietrza i ruszył do przodu. At ruszył tuż za nim, obserwując wszystko wokół bardzo uważnie. Wytężał też słuch, bo zdawało mu się, że słyszy głosy i śmiech, choć dla jego uszu nieprzywykłego do słuchania leśnych dam niewiele różniło się to od szumu wiatru między liśćmi.
Z każdym krokiem pogłębiał się mrok i zaduch, jakie tu panowały. Zdecydowanie przebywanie tutaj nie było niczym przyjemnym, tym bardziej, że powietrze wydawało się wręcz lepkie od ciężkiej wilgoci osiadającej na wszystkim.
Druid zatrzymał się, Atraviel również. Chłopak rozglądał się na boki, zaniepokojony ruchem powietrza i dziwnym szuraniem. Nie pomylił się. Wokół nich krążyły driady. Podskakiwały swawolnie, by po chwili stawać, zbijać się w nieduże grupki, chichocząc i ocierając się o siebie. Ich ciała ocierające się o siebie wydawały nieprzyjemny chrobot, kojarzący się blondynowi ze skrobaniem szczurów, w drewnianych klatkach. Zamiast popiskiwania jednak były szumiące głosy. Kilka razy zdołał wyłapać imię druida i kilka innych słów, których nie był pewien, a już tym bardziej kontekstu, w jakim padły.
- Podobno możecie mieć coś co należy do mnie - zaczął chłopak, nie potrafiąc dalej stać spokojnie w tym miejscu. Chciał jak najszybciej zabrać torbę i wyjść. Daleko, jak najdalej stąd.
- Należy... do ciebie? - padło pytanie. At miał wrażenie, że celowo było wyraźniejsze, tak by mógł je zrozumieć. - Co się w Puszczy znalazło do niej należy - wysyczała driada spoglądając na chłopaka z uśmiechem, który być może miał być słodki, ale sprawił tylko, że At cofnął się mimowolnie pół kroku. Czuł się tak, jakby spoglądał w oblicze czegoś bardzo głodnego, mającego zamiar zaraz rzucić mu się do gardła.
Nive warknął rozeźlony, na co kobieta sapnęła niezadowolona i odwróciła twarz niechętnie. Wypięła jednak dumnie biust dalej zerkając na przybyłych.
- Nie przypominam sobie, by Puszcza zaczęła zajmować się kradzieżą rzeczy wciąż żyjących osób - mruknął groźnie, zbliżając się do kobiety. Uchwycił zdecydowanie, aczkolwiek delikatnie, jej ramiona, unieruchamiając ją w miejscu. Na wszelki wypadek, jakby na myśl przyszło jej rozproszenie się między gałęziami i zniknięcie im z oczu. Wzmocnił uścisk dłoni, kiedy driada faktycznie próbowała się wyrwać, fukając na niego rozgniewana.
- Nívë, to kwestia czasu. Zaraz ten dzieciak będzie martwy - roześmiała się nieprzyjemnie, budząc tym lęk w każdej istocie, która miała wątpliwą przyjemność to usłyszeć. Druid zerknął ukradkiem na Atraviela, który stał za nim spięty, próbując ukryć się przed driadą. W opowieściach zawsze leśne duchy miały pozytywny charakter. Były dobre, pomocne, śpiewały i tańczył całymi dniami. Driady w Ishar były nieco inne. Mściwe, kapryśne, były niczym leśne valkirie, które chroniły tego co było dla nich najważniejsze. W tym przypadku samej puszczy.
Nívë zwalczył w sobie chęć przytulenia jasnowłosego i zapewnienia, że nie ważne co by się działo, on go ochroni. Sam jednak miał spore wątpliwości, w końcu nie był w stanie być przy nim przez cały czas, a Ilsal zniknął, by zająć się własnymi sprawami.
- Jednak, jak widzisz, wciąż oddycha, jest i stoi o własnych siłach. Oddaj to, co zabrałaś - mówił cicho, spokojnie, starając się nie grozić. Był głosem rozsądku w tym lesie. Nie mógł sprawić, by istoty buntowały się przeciwko niemu. Nie z powodu jednego chwilowego gościa i jego zachcianki, nic nie znaczącej dla Druida, ale dla Atraviela mającej ogromne znaczenie. Driada przyjrzała mu się uważniej, a uśmiech na jej twarzy nabrał demonicznego charakteru. W jej oczach lśniły ogniki przepełnione kpiną, obietnicą czynów, które z pewnością Nívë się nie spodobają. I Druid o tym wiedział.
- Oddam, ale chcę coś w zamian - zamruczała kokieteryjnie, przysuwając się jak najbliżej ciemnowłosego mężczyzny. Otarła się kusząco o jego ciało, zaplatając ręce za jego karkiem. Zerknęła z wyższością na Atraviela, który nie rozumiał niczego z tego co działo się tuż przed nim. Nívë wykrzywił twarz w wyrazie obrzydzenia, a driada zachowywała się jakby pokonała smoka w ciężkim starciu, wygrywając przy tym królestwo jako swoją własność. Zmarszczył brwi, próbując zrozumieć czym mogłoby być to "w zamian". Nim jednak w pełni udało mu się pojąć sens tego wszystkiego, Druid pochylił się w kierunku kobiety i musnął delikatnie jej usta.
Nívë miał nadzieję, że tylko tyle wystarczy. Zawsze zadziwiało go zachowanie driad, które sprawiały wrażenie istot, będących w permanentnej rui. I jak na takie istoty przystało, delikatnie muśnięcie wargo to było za mało. Driada położyła dłonie na jego policzkach, nie pozwalając mu się odsunąć. Druid czuł jak zbiera mu się na mdłości. Kobieta smakowała ziemią i robakami ją zamieszkującymi. Jej pocałunek był oślizgły, obrzydliwy, nawet dla osób patrzących z boku. W końcu mężczyźnie udało się odsunąć ją od siebie. Nívë zaczął prychać i pluć, próbując pozbyć się obrzydliwego posmaku, który po sobie pozostawiła. Przecierał boleśnie usta, prawie je raniąc. Naprawdę żałował, że w tym momencie nie wziął ze sobą żadnych maści wypalających, które choć trochę ukróciłyby jego męki.
- Teraz oddaj tobołek - wychrypiał, mierząc leśną boginkę nienawistnym spojrzeniem. Chciał stąd jak najszybciej uciec, mieć już to wszystko za sobą.
Driada westchnęła i pokręciła głową, jawnie niezadowolona z tego, że i tym razem Nive nie odwzajemnił jej zainteresowania. Co z nim było nie tak? Ludzkich mężczyzn nad wyraz łatwo było zwieść. Wystarczył szept, ruch bioder i obietnica w uśmiechu, a brnęli w Puszczę głusi na własny głos rozsądku, gotowi umrzeć by tylko położyć dłonie na jej nagim ciele. Żeby tylko jeszcze nadawali się na cokolwiek więcej niż kompost...
- Pilnujcie tego dobrze na przyszłość - prychnęła boginka podając druidowi torbę, która łagodnie opadła w jej dłonie. - Następnym razem mogę chcieć więcej i to nie tylko od ciebie - zamruczała mu do ucha, by po chwili stać się niczym więcej niż pełzającym w mrok kłębowiskiem korzeni.
Nive chwycił w pośpiechu nadgarstek Atraviela i czym prędzej skierował się do wyjścia. Chciał jak najszybciej znów znaleźć się w swojej chacie, zaparzyć zioła, dużo różnych bardzo aromatycznych ziół i wręcz się w nich wytarzać, byle tylko zetrzeć z ciała ten odór i pozbyć uczucia obrzydzenia kłębiącego się w jego żołądku i podpełzającego do gardła.
At szedł w milczeniu pozwalając niemal się ciągnąć po leśnej śnieżce. Szczerze czegoś takiego się nie spodziewał... Całkowicie. Aż za dobrze rozumiał reakcję druida na bliskość driady. Jemu te stwory też wydawały się zdecydowanie odrażające, a przecież tyle się nasłuchał o pięknie leśnych boginek. Ich wdzięku, uroku, magicznej sile. Dla niego nie było w nich nic z tego. Zupełnie nic.
Gdy wreszcie dotarli do chaty oboje odetchnęli z ulgą.  Druid wszedł do środka, by przygotować coś do picia, co pomogłoby mu pozbyć się odoru rozkładu, a At usiadł na kępie mchu trzymając na kolanach swoją torbę. Chłopak obawiał się, że zawartość pakunku może być w stanie co najwyżej opłakanym, o ile coś tam jeszcze zostało. Ku jego szczerej radości okazało się jednak, że ochronne zaklęcie, jakim przezornie zapieczętował tobołek dalej trzymało i nie zostało poważnie naruszone nawet przez ciekawskie driady. Było tam wszystko. Mapa i strony z pamiętnika jego ojca, wraz z jego listami, ukryte w skórzanej, sztywnej oprawie, medalik jego matki, nieduży nóż i kilka innych rzeczy niezbędnych mu w podróży, w tym krzesiwo, kilka słoiczków z leczniczymi specyfikami, wygięta igła i płócienna nić mogące posłużyć do szycia ran.
- Dziękuję! - zawołał doskakując uradowany do wychodzącego właśnie z chaty Nive i uścisnął go w nagłym przypływie euforii. Zaraz jednak usiadł na powrót na swoim poprzednim miejscu rozprostowując zagniecione zwoje z troską kogoś, dla kogo te skrawki papieru były największym skarbem.
- Uhm... Nie ma problemu - Nívë odchrząknął, starając się zamaskować tym swoje zakłopotanie. Gdy chłopak się od niego odsunął, poprawił swoją szatę, choć jedyną jej niedoskonałością był zapach. - W chacie masz zaparzone zioła, rozgrzewające. I - chciał coś dodać, jednak zaraz pokręcił głową z rezygnacją. Nagle poczuł się dziwnie, niepewnie. Oczywiście uradowała go reakcja Atraviela. Jego uśmiech, błyszczące szczęściem oczy. Wyglądał jak urokliwa leśna istota. Gdyby znał podania ludzi na temat mieszkańców Puszczy, tak właśnie zobrazowałby driadę. Nie byłyby to te oślizgłe stworzenia, składające się w głównej mierze z różnorodnej roślinności. Na samą myśl o nich Druid wzdrygnął się, wykrzywiając twarz w wyrazie obrzydzenia. Przypomniało mu to o najważniejszej czynności, do której było mu tak spieszno, a o której pod wpływem uśmiechu jasnowłosego zupełnie zapomniał. - Za domem jest niewielkie gorące źródełko. Jeżeli też chcesz zmyć z siebie ten odór, możesz iść ze mną.
Atraviel skinął tylko głową i wbił wzrok w swój tobołek, zastanawiając się nad czymś intensywnie. Nieświadomie przygryzał przy tym dolną wargę, czym całkowicie rozpraszał Druida.
- Gdzie mógłbym to schować? - wskazał na pakunek - Żeby więcej nikt tego nie zabrał...
Nívë wyciągnął dłoń w kierunku jasnowłosego, który w odruchowym geście przycisnął tobołek do swojej klatki piersiowej, mierząc druida uważnym spojrzeniem. Nieufnym, z tlącymi się iskierkami gniewu. Zupełnie jakby Druid zmienił się w jedną z tych obrzydliwych driad, by zabrać pakunek i zniknąć mu z pola widzenia. Po chwili jednak to zniknęło. Nieufność ustąpiła miejsca zrezygnowaniu i drobnemu niepokojowi, jednak to wystarczyło, by jasnowłosy wyciągnął ręce w kierunku druida i oddał mu swój dobytek. Nie był z tego powodu zadowolony, można było bezbłędnie odczytać to z jego twarzy. Prychał cicho pod nosem, gdy szedł za druidem do chaty i uważnie przyglądał się jego dłoniom, gdy ten chował tobołek za jednym z obluzowanych kamieni w izbie. Policzył dokładnie który to od ściany, zapamiętał każdą, nawet najmniejszą, rysę.
- I tu nikt tego nie znajdzie? - zapytał, mając spore wątpliwości co do niesamowitej kryjówki, wymyślonej przez Nívë.
- Nie znajdzie. Do chaty mogą wejść tylko istoty, które osobiście wniosę albo zaproszę. To najbezpieczniejsze miejsce w Ishar.
Druid umieścił kamień na jego pierwotnym miejscu, wyprostował się i otrzepał dłonie z kurzu. Zerknął na Atraviela, którego aura wręcz krzyczała o wewnętrznych wątpliwościach i groziła niekończącym się cierpieniem, gdy tylko zabraknie choć jednej nitki w tobołku.
- Zaufaj mi - poprosił Nívë, podając młodzieńcowi puchowy materiał, uszyty z wełny. Idealnie ścierał wilgoć z ciała, by ubranie nie przylegało nieprzyjemnie do skóry. Choć Nívë obawiał się, że żaden z jego czystych skórzanych umundurowań się nie uchował. Zerknął do wiklinowego kosza, w którym trzymał swoje rzeczy, oczekujące na kąpiel w rzece. Był pełny, czyli miał rację. Westchnął ciężko zasuwając pokrywę.
Nigdy wcześniej nie przeszkadzał mu jednodniowy czy dwudniowy brak ubrań. Był u siebie, więc nie krępowała go nagość. Nawet jeśli miał świadomość, że driady starają się zaglądać przez okiennice chaty i próbują podejść jak najbliżej, a nawet wedrzeć się do środka. Jednak teraz był przy nim Atraviel i o ile nie widział problemu w tym, by młodzieniec przebywał przy nim bez ubrań, w końcu to ułatwiało leczenie, tak sam Druid pozbawiony odzienia wydawał mu się rzeczą karygodną.
- Chodź, źródło jest blisko - mruknął, odganiając od siebie natrętne myśli. Atraviel również był mężczyzną, więc skąd pojawia się ta idea, że nagle poczułby się zaszczuty? Fizycznie praktycznie niczym się od siebie nie różnili. Upominał się w myślach Nívë. Gdyby jasnowłosy był kobietą, wtedy faktycznie istniałby problem.
Poprowadził ich w kierunku, z którego dało się słyszeć cichy plusk wody. W powietrzu unosił się lekko duszący zapach, pchający się do nozdrzy, zagnieżdżający się w gardle. Charakterystyczny dla ciepłej, parującej wody. Źródełko znajdowało się za pierwszą linią drzew, oddzielającą polanę od głębi lasu. Jednak nigdy wcześniej nie szli w tym kierunku, a Atraviel praktycznie nie opuszczał domostwa Druida. W końcu utrudniała mu to drzemka. Dlatego At nie wiedział, że zaraz za chatą znajduje się dziura z wiecznie gorącą wodą. Idealna do kąpieli i rozluźnienia napiętych mięśni.
Gdy znaleźli się blisko Nívë nie czekał już na jasnowłosego, wiedząc, że nie ma możliwości, by coś go porwało, albo się zgubił, kiedy wciąż mógł dostrzec jego ciemną sylwetkę. Rozebrał się, nie myśląc o tym, że zaraz za nim stoi Atraviel, bo to na powrót przywołałoby ogromne skrępowanie, utrudniające mu zrobienie czegokolwiek. Zanurzył się w gorącej wodzie i aż odetchnął z ulgą, czując jak przyjemne ciepło obmywa jego spięte ciało, koi zmysły i odpręża. Przymknął oczy, opierając się o chłodne kamienie, które nijak pasowały do całej idei źródła, a zarazem stanowiły idealny kontrast, który tylko umilał samą kąpiel.
Atraviel wciąż rozglądał się na boki, chcąc jak najlepiej zorientować się w otoczeniu, zapamiętać gdzie co jest.  Do tego wciąż miał niemiłe wrażenie, że ktoś bardzo intensywnie mu się przygląda. Sprawiało to, że był nerwowy i od razu budziła się w nim wyuczona podejrzliwość i odruch obronny. Nie umiał nad tym zapanować i nawet druidowi się przez to dostało.
Chłopak staną obok źródełka. Nive siedział już w środku, tyłem do niego, miał przymknięte oczy. Najważniejsze jednak było to, że był z oczywistych względów nagi.
At bardzo szybko zdjął z siebie ubrania i również wszedł do wody, ciesząc się tym, że jego towarzysz mu się chwilowo nie przygląda. On jednak nie potrafił się oprzeć przed zerknięciem na szeroką, umięśnioną klatkę piersiową, płaski, mocny brzuch i...
Blondyn w pośpiechu obrócił twarz, starając się opanować rumieniec palący wręcz jego policzki. To tylko gorąca woda... tylko woda... - wmawiał wciąż sobie uparcie, starając się skupić na czymkolwiek poza druidem. Odchrząknął w końcu, przypominają sobie, że było kilka ważnych rzeczy, o które powinien zapytać.
- Chciałbym wiedzieć - zaczął - o mi wolno, a czego niezbyt. Wiesz, w sprawie twojego połączenia z tym miejscem. Nie chciałbym znów zrobić czegoś, co ci zaszkodzi i cię zrani. Wiem już, że robienie wyrw w ziemi to... kiepski pomysł. Ale co ze zbieraniem chrustu, owoców, ziół... Czy choćby polowaniem?
Druid uśmiechnął się do chłopaka urzeczony jego troską. To, że jego gość pytał, chciał się uczyć było dla niego czymś niezwykle miłym.
- Możesz zbierać martwe gałązki, które same oderwały się od drzewa - zaczął wyjaśniać. - Z owocami jest podobnie, chociaż co kilka dni drzewa dają mi te najbardziej soczyste, pożywne, w podziękowaniu za opiekę nad Ishar. Dlatego owocami i ziołami zajmę się sam, powiedz mi tylko, czego ci potrzeba. Mięso przynosi mi Ilsal, poluje na najsłabsze i chorowite osobniki. Tylko on może krzywdzić leśne zwierzęta i tylko wtedy Puszcza nie reaguje.
- Aha... Będę pamiętał i spróbuję nic nie przeskrobać już więcej. - Chłopak odwzajemnił uśmiech.
- Dziękuję - rzucił mężczyzna i wyciągnął dłoń, żeby rozczochrać włosy swojego kompana. - To miło, że próbujesz rozumieć to miejsce... mnie.
Druid jednak niedługo rozkoszował się spokojem. Puszcza go wzywała, czuł to przez mrowienie na skórze, potrzebie wstania i ruszenia w drogę. Opłukał więc pospiesznie swoje ciało i wstał, by opasać się w biodrach.
- Będę musiał na jakiś czas cię zostawić. Dasz sobie radę? - spytał, przyglądając się chłopakowi z troską. Nie miał ochoty nigdzie iść. Niepokoiła go myśl o spuszczeniu jasnowłosego z oczu. Nawet jeżeli miał nadzieję, że tu będzie bezpieczny, to nie mógł w końcu przewidzieć wszystkiego. Co jeżeli chłopak postanowi gdzieś wyjść? Driady, zwierzęta.. sama Puszcza, wszystko tutaj mogło być dla niego zgubne. Nie miał jednak wyjścia. Miał przede wszystkim obowiązki wobec tego miejsca.
- Spokojnie, nigdzie się nie wybieram. Zdążyłem się już przekonać, że to niezbyt mądre. Umyję się i będę czekał na ciebie w chacie.
- Dobrze. - Nive ruszył w stronę swojego domu, zerkając jeszcze ukradkiem na Atraviela. Cieszyła go odpowiedź chłopaka... To, jak powiedział, że będzie na niego czekał. Ale teraz musiał się skupić, zabrać wszystko, co było mu potrzebne.
At odetchnął głęboko, zastanawiając się co się z nim tak właściwie działo. Serce galopowało mu jak oszalałe, było mu gorąco i nie była to zasługa gorącego źródła. Musiał się opanować, uspokoić. Dla niego samego wszystko to było dziwne, a co jeśli Nive to zobaczy? Co sobie pomyśli...
Tuż przy uchu młodzieńca rozległ się chichot. Człowiek zerwał się gwałtownie, wyskakując z wody, gotów się bronić w razie konieczności i stanął twarzą w twarz z jedną z driad.
- Pachniesz jak kocurek - zaśmiała się, obrzucając go uważnym spojrzeniem.
At znów wyczuł ten dziwny głód. Bardzo, ale to bardzo nie podobało mu się to jak kobieta na niego spoglądała, tym bardziej, że wciąż miał przed oczyma jedną z nich, wpijającą się zaborczo w usta druida. Nie wiedział dlaczego, ale wspomnienie tego obrazka sprawiło, że był zły...
- Zostaw mnie w spokoju - poradził, bacznie obserwując boginkę.
- Oj nie bądź taki... - zaskomlała ze smutną minką - Czy to tak źle, że chcę dotrzymać ci towarzystwa? Przecież cię nie zjem, choć wydajesz się smakowity - mówiąc to zbliżyła się kładąc sękaty palec na klatce piersiowej chłopaka i przejeżdżając nim w dół. Obiekt jej chwilowego zainteresowania cofnął się jednak pospiesznie, a gdy znów chciała go dotknąć złapał ją za nadgarstek. Jego palce zrobiły się gorące, bardzo gorące... Niemal ją parząc. Tera to ona wyrwała się i odsunęła od chłopaka mierząc go wzrokiem, ostro, z wrogością.
- Mówiłem, żebyś mnie zostawiła w spokoju - warknął blondyn nie ustępując jej, a gdy ta czmychnęła w las z nieprzyjemnym sykiem, odwrócił się, zabrał swoje rzeczy i pognał do chaty druida. Wpadł na mężczyznę, gdy ten akurat wychodził. - Tak dla ścisłości - zaczął, zatrzymując go jeszcze na chwilę - jeżeli całkiem niechcący spaliłbym jakąś driadę, tak, żeby z niej kupa popiołu została, to bardzo by ci to zaszkodziło?
- Owszem... - odpowiedział druid zmieszany tym pytaniem.
- Tak myślałem - mruknął młodzik. - Szkoda... - Wszedł do chaty i usiadł nieopodal paleniska, okrywając się futrzaną narzutą.
Druid spojrzał za siebie, zaskoczony tym pytaniem. Driady były uwielbiane przez wszystkich. Piękne, zgrabne, zabawne. Każdy ich gest, słowo czy spojrzenie przesiąknięte były zmysłowym erotyzmem. Dlatego tym bardziej zdziwiony był, że ktoś oparł się ich magii i dodatkowo chciałby je skrzywdzić. Niekiedy sam miał ochotę to zrobić, jednak powstrzymywała go sama Puszcza, miłość do tego miejsca jak i pokrewieństwo z Driadami. Jego matka wciąż żyła, choć nie zawsze ją widywał podczas przymuszonych odwiedzin.
Ruszył w kierunku linii drzew, uśmiechając się do siebie radośnie. Atraviel nie był zainteresowany driadami. Był odporny na ich magię, nawet jedną udało mu się pogonić. Czyli Atraviel podczas całego pobytu w Ishar będzie na jego wyłączność.
Nie rozumiał dlaczego ta myśl sprawiała mu taką przyjemność. Jednak obecność Atraviela wzbogacała jego życie o wiele emocji, z którymi wcześniej nie miał do czynienia. Jego uśmiech, ciepły ton głosu, choć tak często mówił rzeczy mało miłe. Ostatnio zauważył, że jasnowłosy często się rumienił. Podejrzewał, że to Nive byl przyczyną jego skrępowania, jednak nie mógł powiedzieć że bylo to czymś odrzucającym. Wręcz przeciwnie. Uwielbiał te delikatne zaczerwienienia na policzkach, które chłopakowi dodawały tylko uroku.
Westchnął ciężko, starając się skupić na pracy. Roślinność chorowała, a on myślał o ogromnych błękitnych oczach. Nie na tym jego praca polegała, musiał ochronić Puszczę, która na jego oczach powoli wymierała. Robił wszystko odruchowo, chociaż pilnował, by leczenie było jak najdokładniejsze. Nie ominął żadnego listka, żadnej gałązki. Nawet jeśli przyszło mu to z ogromnym trudnem. Jego myśli pochłaniał Atraviel. Chciał wrócić do chaty, do niego. Usiąść gdzieś obok i przyglądać się mu, jak to robił do tej pory. Chłopak nawet nie wiedział, że wzbudził w Drudzie takie zainteresowanie, a ten nie zamierzał mu tego wyznawać. Przynajmniej dopóki sam nie zrozumie dlaczego tak bardzo ciągnie go do jasnowłosego.
Otarł dłonie w materiał, którym przepasał biodra. Nie miał na sobie nic więcej, niestety musi wyczyścić swoje ubrania, albo zaopatrzyć się w nowe skóry. Każda wizyta u Driad kończyła się podobnie, z jego odzienia nie pozostawało nic zdatnego do dalszej pracy. Wszystko stawało się brudne, a odoru leśnych boginek w żaden sposób nie dało się zmyć. Ale nie mógł przestać reagować na sygnały, bo w końcu naprawdę wydarzy się coś złego, a on będzie za to odpowiedzialny. Miał wrażenie, że od wielu godzin porusza się wśród drzew Ishar, próbując przywrócić ją do życia. Jeszcze wiele miał do zrobienia, a czas powrotu do domu odwlekał się niemiłosiernie.
Był zmęczony, wszystko działo się niezwykle powolnie. Przyłapywał się na tym, że wielokrotnie miał ochotę odejść od kolejnego schorowanego zwierzęcia, które nie potrafiło w miarę szybko określić swojego problemu. Chciał po prostu mieć to wszystko za sobą. Świadomość jego obowiązków dodatkowo utrudniała mu wszystko. Wiedział jaki ciężar spoczywa na jego barkach. Irytował się na siebie, za emocje, które przejmowały nad nim kontrolę. Dopóki nie pojawił się Atraviel, był spokojny, nie zwracał uwagi na otoczenie. Wykonywał swoją pracę i nawet nie próbował narzekać. Dlatego teraz, kiedy w końcu stanął przed swoim domem, miał wrażenie, że coś ominął. Zapomniał o czymś ważnym, co może w najbliższej przyszłości odwrócić się przeciwko niemu. Chociaż to odczucie było irracjonalne. Przeanalizował raz jeszcze każdą swoją czynność. Nie zapomniał o niczym. Dopiero, kiedy upewnił się, że nie musi zawracać, wszedł do wnętrza izby.
Powstrzymał śmiech, gdy ujrzał Atraviela owiniętego skórą, smacznie śpiącego przed wygasającym paleniskiem. Żałował, że nie posiadał niczego, co mogłoby owy obrazek utrwalić. Podszedł cicho do chłopaka i wziął go na ręce, by zaraz przenieść na łóżko. Zdjął z niego ubranie, by było mu wygodniej, uśmiechając się przy tym najszerzej jak potrafił, czego nawet nie był świadom. Po prostu jego emocje znalazły odbicie na jego twarzy bez wiedzy właściciela.
Odwinął bandaże, z troską przypatrując się każdej ranie. Powolnie, bez pośpiechu oczyszczał każdą z nich, smarował maścią i na nowo okrywał materiałem. Muskał delikatnie jasną skórę, w miejscach które nie były zranione czy wrażliwe na ból. Wciąż nie mógł się nadziwić, że ktoś może mieć tak miękką i delikatną skórę, a zarazem szorstką i męską. Odsunął się od chłopaka na chwilę, tylko po to, by zdjąć z siebie dość skąpy materiał i samemu ułożyć się tuż obok Atraviela, przyciągając go mocno do siebie.
Wtulił nos w jego włosy, z zachwytem wciągając delikatny zapach jego ciała. Był zupełnie inny od driad i pozostałych leśnych stworzeń. Nie pachniał ziemią, wilgocią, świeżą trawą. Był on ciepły, a na myśl przywodził promienie słoneczne. Część duszy Nive, która była driadą, lgnęła do tego zapachu, pragnąc jego więcej i więcej. Tak wiele, jak tylko mógłby przejąć, a i tak okazałoby się to nie wystarczającym.

20 Liryth, 654 rok drugiej ery.
Atraviel otworzył szeroko oczy. Czuł się zaniepokojony. Nie wiedział czym. Być może były to tylko resztki snu, może odruch. Sam nie potrafił tego nazwać, ocenić. Czy miało to jednak jakieś znaczenie? Był tu bezpieczny, wiedział o tym. Pozwolił sobie znów zamknąć oczy i rozkoszować ciepłem otulającym jego nagie ciało. Zaraz jednak znów został wyrwany z półsnu, gdy poczuł ruch obok siebie. W następnej chwili druid oplótł go ramionami i przyciągnął do siebie. Zaskoczyło to chłopaka. Z resztą jak sam fakt, że dzieli z mężczyzną łoże. Jakoś do tego czasu nie przyszło mu na myśl zastanowić się nad tym. Spędził tu już przecież kilka nocy, choć faktem było, że był wtedy zwyczajnie nieprzytomny, a poprzedniego ranka obudził się obok wilka.
Obrócił się ostrożnie w objęciach Nive, tak, by móc na niego spojrzeć. Przez chwilę czuł się skrępowany swoją nagością i całą sytuacją. Zaraz jednak przyjemne ciepło i... ciekawość, wzięły górę. Poza tym nie chciał obudzić druida. Zapewne wrócił on późno w nocy, nie żeby At cokolwiek z nocy pamiętał. Przypominał sobie tylko tyle, że wypił zioła, zjadł kilka owoców i zrobiło mu się słabo. Widać jego ciało nie wróciło jeszcze do takiego stanu, w jakim powinno być. Wystarczyła odrobina wysiłku, w postaci "spaceru" po Puszczy i musiał to odespać solidnie. Teraz jednak spoglądał na spokojne oblicze czarnowłosego.
Chłopak musiał z całą stanowczością przyznać, że śpiący druid był niezwykle interesującym zjawiskiem.  Z jego oblicza zniknęła teraz cała surowość. W końcu widział stanowczość i irytację druida. Spokój także, owszem, widać było, że Nive jest osobą cierpliwą i mądrą, ale to często szło w parze z pewnym dystansem, który teraz zniknął całkiem. Sprawiło to, że twarde rysy twarzy mężczyzny złagodniały, pozwalając Atravielowi dostrzec nie tylko mądrego druida o wielkiej sile i cierpliwości, ale przede wszystkim przystojnego mężczyznę.
Jasnowłosy ostrożnie uniósł dłoń i opuszkami palców przejechał po pełnych wargach mężczyzny. Coś go w nim kusiło, pociągało. Sprawiało, że lgnął do niego, krępując się i czerwieniąc jednocześnie, a jednak nie potrafiąc odsunąć się, odwrócić na dłużej wzroku. Zaczął poważnie zastanawiać się czy to dalej tylko wdzięczność, fascynacja kimś, kto jest dla niego życzliwy. Może było to coś więcej? W końcu matka opowiadała mu choćby o uczuciu, jakim darzyła jego ojca, nawet jeżeli znali się krótko. Nigdy jednak nie przywiązywał wagi do tych opowieści, nie zastanawiał się nad nimi. Nie miał ku temu powodów. Choć przyglądał się wielu ludziom, przyjezdnym, mieszkańcom wsi i pobliskiego miasta, to nigdy nie czuł zainteresowania żadnym z nich. Nigdy... aż do teraz. Do chwili, w której leżał tutaj, na posłaniu z futer, opierając jedną dłoń, na szerokiej, unoszącej się miarowo piersi druida i muskając lekko kciukiem drugiej dłoni jego dolną wargę. Poznawał też właśnie "uroki" walki z samym sobą. Serce, łomoczące w piersi, przez które jego rozgrzana krew krążyła szybciej, mówiło mu co innego niż rozum wciąż omotany strachem, wątpliwościami i mnóstwem zderzających się ze sobą myśli. Zawsze słuchał rozumu... Tak było bezpiecznie. Ale teraz... teraz było to trudne, na tyle, że zechciał choć raz przestać myśleć, martwić się. Najwyżej później przyjdzie mu zmierzyć się z konsekwencjami tego co robił.
Atraviel uniósł się odrobinę i musnął usta druida swoimi. Delikatnie, wystarczyło to jednak by mógł poczuć ich smak. Przez chwilę próbował uspokoić własne serce, które jeszcze przyspieszyło, upajając się przy tym miłym mrowieniem rozchodzącym się po jego ciele. Czar jednak prysł gdy uniósł wzrok i napotkał spojrzenie mężczyzny.
- P-przepraszam... - wymamrotał, starając się wyplątać z jego objęć i najlepiej gdzieś schować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz