12 Strathus, 654 rok drugiej ery.
- Co czytasz? - spytał Nive, siadając obok Atraviela. Często tak razem siedzieli, w ostatnich promieniach słońca, po powrocie z obchodu po Puszczy i posiłku. Rozmawiali wtedy, druid uczył swojego młodego kochanka, a ten skrzętnie wszystko zapisywał lub po prostu cieszyli się swoją bliskością.
Gdy mężczyzna spojrzał na papiery poznał je od razu. Wiedział co to. At opowiedział mu o swoim ojcu, tyle ile sam wiedział. Wiedza ta była dość skromna i ograniczała się do opowieści jego matki i tych pergaminów, zapisanych równym pismem, a będących stronami ze swego rodzaju dziennika należącego do Quaarianina. Było tu też kilka listów od niejakiego Arona, który ponoć zamieszkiwał Gandię, wioskę, z której uciekł młodzieniec. To właśnie za tropem tego mężczyzny ruszył jasnowłosy, mając nadzieję, że ten powie mu coś więcej o jego ojcu. Na nic jednak się to zdało. Mimo to Nive zdawał sobie aż za dobrze sprawę z tego, że At wciąż nosi w sobie potrzebę dowiedzenia się co też spotkało jego ojca, odkrycia prawdy zapisanej w tych kilku, wyrwanych z kontekstu stronach. Wciąż widział przed oczyma twarz swego kochanka, gdy ten powtarzał mu słowa swojej matki. Opowiadał o świecie, w którym magia była czymś naturalnym, powszechnym. Cały świat wyglądał jak Ishar w latach swej świetności, gdy wolna jeszcze była od chorób, a źródło magiczne pulsujące tuż pod jej centrum było silne i roziskrzało okolicę niczym kawałek upadłej gwiazdy.
Kirian, ojciec Atraviela, nie raz opowiadał swej wybrance o świecie, który, choć sam nie znał go do końca, był mu dobrze znany i niezwykle bliski. Mówił, że jego ojciec żył w czasach, gdy magia była integralną częścią świata. Znajdowała się we wszystkim, ludzie oddychali nią, przesycając nią swoje ciała i czerpiąc z nich swą moc, pozwalającą im czynić rzeczy dziś uznawane za cuda, wydłużając ich życia, dając im mądrość. Karmiła ona także mnogość magicznych istot, dając wielu zwierzętom własny głos, tworząc stworzenia, które wymarły, gdy zaczęła znikać. Dlaczego źródła magii zatrzymały się w miejscu? Przestały przepływać przez ziemię, by wkrótce zacząć wysychać? Tego Kirian nie wiedział, choć urodził się w latach walki z utratą magii, a jego ojciec był jednym z Mędrców i ponoć nabył odpowiednią wiedzę, próbował temu zaradzić, odwrócić wszystko. Nie zdołał jednak tego zrobić, bo Ona mu na to nie pozwoliła, ukryła się, burząc cały plan. Kim ta Ona była, tego mógł być pewien chyba tylko ojciec Kiriana.
At był zachwycony wizją pięknego świata, w którym tacy jak on byli bezpieczni, więcej nawet, otaczano ich szacunkiem ze względu na ich umiejętności i wiedzę. Teraz, gdy poznał uroki Ishar, istoty, przesycone magią, mające własny rozum i tak bardzo różniące się od tego co znał, jeszcze bardziej pragnął spełnienia owej wizji. Pięknym byłoby pokazać taki świat innym, a może nawet lepszy! Wolny od choroby, która powoli go trawiła, sprawiając, że wszystko stawało się słabe i... martwe. Bo czym było życie zwykłej rośliny, w porównaniu z tym co miały choćby kwiaty Norei? Dla nich, ten rodzaj życia równy był śmierci, bo umierała ich dusza.
Nive nie chciał, by At odchodził z Puszczy. Wiedział jednak, że taka myśl kiełkuje w głowie jego kochanka. Widział to, widział, jak niespokojny, młody duch, goniący za ideałem, snem zerka na skraj lasu, ku nieznanemu, nawet jeżeli było niebezpieczne. Dopóki nie odnajdziesz swojego celu - powiedział w końcu, czyż nie? I ten cel Atraviel znalazł...
- Chciałbym... odwiedzić jedno miejsce - wyjawił chłopak. Wpatrywał się w pergamin, nie mając jakoś ochoty, czy nawet odwagi, by spojrzeć na druida.
- Jakie? - spytał mężczyzna, na co At chwycił rozłożoną, leżącą tuż obok mapę i wskazał na niej odległe miejsce.
Zwierciadło Tysiąca Dusz. Miejsce owiane setką legend. Miejsce o wielkiej mocy. Wystarczyło dotrzeć tam, spojrzeć w Zwierciadło, a ujrzeć można było wszystko. To czego najbardziej się pragnęło, obawiało, swą przyszłość, przeszłość, inne światy. Wszystko co tylko posiadało odbicie. Być może mogłoby pokazać także to, czego szukał At...
Przez chwilę panowała cisza, gdy każdy z mężczyzn pogrążony był w swoich myślach.
- At... - odezwał się Nive. - Wiesz dobrze, że nie opuszczam Puszczy. Nigdy. Ale ciebie nie zatrzymuję... - Te słowa sprawiły, że At spiął się momentalnie. To... zabolało. Jak to? Nie zatrzymuje? To...
Chłopak wstał, gnany nagłym atakiem złości, który pojawił się pozornie znikąd. Odwrócił się w stronę siedzącego wciąż druida i cisnął w niego skórzaną teczką, w której zwykle chował pergaminy, chroniąc je przed wilgocią i kurzem.
- To sobie tutaj siedź! - ryknął. - Zgnij tutaj jak całe to miejsce i te cholerne driady! Wygodnie wam razem będzie!
Nie słuchał co Nive odpowiedział, pognał za to w las. Pędził poznanymi już nieco ścieżkami, które teraz utraciły charakterystyczne im punkty, stały się tylko szybko przemieszczającą się ścianą drzew i krzewów. Jednolitą, poszarzałą i rozmytą.
Nie dbał o to, czy się zgubi, czy upadnie gdzieś, a może wybiegnie poza teren Ishar. Czuł tylko palący go żal, który tylko przybrał na sile, gdy wdrapał się na wielki dąb, wycieńczony szaleńczym biegiem pośród rwącego deszczu i rozrywającym płuca szlochem. Tak bardzo pokochał to miejsce, tak bardzo nie chciał go opuszczać, ale nie mógł tutaj zostać, nie w tej niepewności, nie wiedząc czy mógł coś zrobić. Tak wiele chciał wiedzieć, tak wiele zobaczyć. Tak ogromną miał nadzieję na to, że uda mu się coś zmienić. W końcu tą nadzieją żył długie lata, ukrywając się, słuchając opowieści matki o czymś, co być może i było mrzonką, ale też jedynym co stanowić mogło jakiś cel. Bo czego innego mógł oczekiwać od swojego życia? Co innego miało sens i pozwoliłoby mu spojrzeć w przyszłość tak, by nie wiedział tam jedynie nienawiści, niewoli i śmierci.
Teraz znalazł miejsce, które pokochał, które go zaakceptowało, a w nim kogoś, komu bezgranicznie zaufał, komu oddał wszystko co miał. Wspomnienia i noszony w nich ból, ciało i palące je pragnienia, a także serce, choć tego ostatniego sam nie do końca był świadomy. Nigdy w końcu nikogo w ten sposób nie kochał. Nie znał nawet tego rodzaju miłości. Nie doświadczył go. Dla niego istniało dotąd tylko to uczucie, którym darzył matkę i siostrę. Nie wiedział dlaczego sądził, że Nive będzie już przy nim zawsze. Stał się już przecież kimś tak mu bliskim, że życie bez niego wydawało się czymś abstrakcyjnym, irracjonalnym, nie mającym racji bytu. Łudził się więc, że druid pójdzie z nim wszędzie. W egoistyczny sposób przekonany był, że mężczyzna porzuci wszystko co zna, o co dba, by z nim iść, spełnić jego zachciankę. Ale rzeczywistość była inna, a świadomość tego, że miał znów zostać sam rozdzierała mu serce. Do tego myśl, że druid nie dbał o to, czy tu zostanie czy odejdzie...
At otarł policzek i tak mokrym już rękawem. Oczy go piekły, a mimo to nie umiał powstrzymać spływających po policzkach łez, które mieszały się z ciężkimi kroplami deszczu. Jego ciałem wciąż targał szloch, do którego wkrótce doszły dreszcze. Było mu zimno. Skulił się więc jak mógł by nie stracić równowagi i nie spaść z gałęzi. Nie miał pojęcia co ze sobą zrobić... (Ja wcale nie płaczę, wiesz? T^T)
Nive westchnął zrezygnowany, patrząc na skórzaną teczkę,
leżącą tuż przed nim, na której powierzchni zaczęły skupiać się pierwsze krople
nadchodzącego deszczu. Nie ruszał się z miejsca, chcąc dać Atravielowi chwilę
dla siebie, by wszystko na spokojnie przemyślał i wyciszył emocje, które mogły
być dla niego destrukcyjne, kiedy kłębiło się ich w nim zbyt wiele. Sam jeszcze
raz starał się przeanalizować całą ich rozmowę, próbując zrozumieć moment, w
którym zaczęło to wszystko brnąć w złym kierunku.
Rozumiał czego oczekiwał od niego młodzieniec. A raczej,
wiedział, że Atraviel nie przemyślał wszystkiego, podświadomie ułożył cały
plan, miał wizję całej podróży, jej początku i końca. Po prostu… Zapomniał kim
był Nive, dlaczego istniał i był tak ważny dla Ishar. Ani przez chwilę nie
przeszło mu przez myśl, że Druid może być aż tak silnie związany z tym
miejscem. Nigdy o tym nie rozmawiali, mężczyźnie jego więź z Ishar wydawała się
aż nad wyraz widoczna i oczywista do zrozumienia. Dlatego nic nie mówił, nie
tłumaczył, a teraz żałował, że tak wiele zostało między nimi przemilczane.
Podniósł się z ziemi i wziął teczkę, by schować ją gdzieś,
gdzie szalejąca burza jej nie zniszczy. Najlepsze schronienie istniało w jego
chacie, pod ruchomym kamieniem w podłożu, które zostało specjalnie stworzony
dla Atraviela, by cenne rzeczy nigdy więcej nie dostały się w niepowołane ręce.
Dodatkowo było to świetną ochroną przed pogodą, bo nawet jeśli wątpliwej jakości
dach przecieknie, magiczna ochrona pod kamieniem nie przepuści wilgoci. Mimo
tej pewności raz jeszcze sprawdził czy oby na pewno nic im się nie stanie.
Zdawał sobie sprawę z tego, jak ważne one były dla jego kochanka. Nie chciał,
by stała się kolejna rzecz, która sprawiła by zawód jasnowłosemu. Już
wystarczyło, że teraz musiał go znaleźć i na spokojnie wszystko mu wyjaśnić.
O ile ten da mu dość do słowa.
Nive przymknął oczy, starając się wyostrzyć słuch, by
dosłyszeć wołanie Puszczy. Cichy szept zdradzający miejsce, w którym znalazł
się Atraviel. Zmarszczył brwi, jego serce ścisnął nagły przypływ gniewu, ciało
mimowolnie napinało się, jakby było gotowe zaatakować. Nive nie usłyszał nic.
Puszcza przeciwstawiła się mu, ukrywając przed nim położenie
młodzieńca. Nie chciała tego zdradzić, nie chciała współpracować z Druidem choć
winna była mu posłuszeństwo. Zataiła kilka faktów, podając sprzeczne
informacje, próbując namieszać mężczyźnie w głowie, sprawić, by zbłądził, gdy
tylko wykona pierwszy krok w kierunku poszukiwań. Nive o tym wiedział, czuł całym
sobą jej sprzeciw, jej gniew. Karała go za jego głupotę, postępowanie.
Skrzywdził to co stało się dla Puszczy cenne, skrzywdził jej Słońce, dlatego
ona, da Słońcu czas. Ochroni je przed Druidem i dalszymi komplikacjami, które wniknęły z jego powodu.
Mężczyzna warknął głośno rozeźlony. Nie takiego obrotu spraw
się spodziewał. Chociaż nazwałby siebie głupcem, gdyby uważał, że Ishar stanie
po jego stronie. Nikt jednak nie potrafił obwiniać Atraviela w nawet
najmniejszym stopniu, Był młody, naiwny i mimo ogromnego doświadczenia
życiowych trudów, wciąż się nie odnajdywał w świecie. Był zagubiony, goniący za
marzeniami, które większość starszych istot skreśliła by już na starcie. Był
młody, dlatego nie do końca zdawał sobie sprawę ze spraw istotnych i ważniejszych.
A może to Nive był zbyt stary iż gorzkniały? Utracił marzenia lata temu, jeśli
w ogóle jakieś posiadał. Nie wyściubił nosa za granicę lasu, niczego nie
zwiedził, niczego nie widział. Na dobrą sprawę to on nie wiedział niczego o
świecie, o życiu. Siedział zamknięty w leśnym więzieniu, od urodzenia wmawiając
sobie, że ochrona tego miejsca jest jego obowiązkiem. Już nie wiedział co sam
powinien o tym wszystkim sądzić.
Przetarł dłońmi zmęczoną twarz. Czuł jak od natłoku myśli kłębiących się pod czaszką, jego głowa stała się ociężała, a tępy ból atakował skronie. Rozejrzał się po okolicy, próbując odnaleźć się w terenie, domyślić się gdzie mógł schronić się Atraviel. Na pewno nie na ziemi, był zwinniejszy i lżejszy niż Nive, wiedział, że będzie mu ciężej wspiąć się po zbyt cienkich dla niego gałęziach. Dodatkowo Puszcza z pewnością będzie starała mu się pomóc, więc splecie ze sobą gałęzie, by stworzyć prowizoryczny schron. Wystarczyło, że szukałby czegoś na kształt potężnego gniazda.
Przymrużył oczy, dłonią starając się osłonić je przed deszczem. Spadające z nieba potężne krople utrudniały widoczność, a sama Ishar wydawała się jakby ciemniejsza i bardziej mroczna. Jego wzrok nie był przyzwyczajony do postrzegania kształtów w ciemności, dlatego liczył, że instynkt go nie zawiedzie. Bo na Puszczę liczyć nie mógł.
Postanowił więc wykorzystać swoją wiedzę, którą zdobył po parudziesięciu latach obcowania z tym miejscem. Znał jej wszelkie kaprysy, reakcje na niepowodzenia, wiedział jak zachowywała się, kiedy starała się zbuntować przeciwko jego woli. Dlatego, gdy raz za razem potykał się o nagle wyrastające z ziemi korzenie, wiedział, że jest na dobrej drodze. Gdyby szedł w złym kierunku, droga byłaby nad wyraz łatwa. Bez problemu Puszcza przepuszczała go dalej, byleby nigdy nie odnalazł kryjówki Atraviela. Skupiał się na wyłapywaniu drobnych zmian w zachowaniu Ishar, na częstotliwości wyrastających nagle z ziemi korzeni, na ilości pnączy, które zawijały się wokół jego rąk i nóg, próbując zatrzymać go w miejscu. Gdy tylko ta ilość się zmniejszała, zmieniał nieco kierunek, znów licząc wszystko od początku.
Nie przejmował się tym, że najpewniej krwawił. Deszcz przestał stanowić dla niego problem, gdy spłukiwał z jego ciała ziemię i resztki roślinności, kiedy znowu stracił równowagę. Warczał wtedy i prychał, podciągając się do pionu próbując wykorzystać do tego chropowatą korę pobliskich drzew. Zbyt szorstką i ostrą, by nie obyło się bez kolejnych ran pokrywających dłonie i ręce. Jednak nie poddawał się, czuł w głębi serca, że gdyby czekał, przełożył rozmowę na później - nie byłoby już czego w ich relacji ratować. Był obolały i rozdrażniony, dodatkowo jak na złość nigdzie nie mógł znaleźć Atraviela. Włosy przykrywały jego całą twarz, przysłaniały oczy, wchodziły do ust. Zdarzało się, że się dusił, nie potrafił złapać powietrza.
Sapnął głucho, gdy nie zdążył się uchylić przed gałęzią, którą zaatakowało go drzewo. Upadł na ziemię, obijając boleśnie ciało. Przypadkowo zgniótł ciałem delikatną gałązkę. Zdarł kruchą korę, odsłaniając wrażliwą na obrażenia miazgę. Zranił Puszczę czym wzbudził w niej jeszcze większy gniew. Jednak nie zarejestrował tego, nie myślał o tym, co właśnie zrobił. Nie, kiedy dostrzegł potężne gniazdo na drzewie i parę błękitnych oczu, patrzących na niego z mieszaniną przerażenia jak i gniewu.
- At! - krzyknął, starając się podnieść z ziemi. Nieco zbyt gwałtownie, zapominając zupełnie o swoich obrażeniach. Jęknął, gdy poczuł przeszywający ból, paraliżujący na chwilę jego ciało. Przymknął oczy, próbując powstrzymać kolejne fale bólu, które przechodziły wzdłuż jego kręgosłupa, które odbierały mu oddech. Po chwili podniósł się ociężale i podszedł do drzewa, w którego koronie ukrywał się jego kochanek. - Zejdź na dół - poprosił, czując jak jego ciało traci siły, a oczy zachodzą mgłą. Był wyczerpany, wiele czasu poświęcił, by dostać się tu. Musiał pokonać wiele przeciwności, sprostać buntowi Puszczy. Jedyne o czym marzył, to by Atraviel był obok niego, by mógł go objąć i poczuć ten przyjemny zapach słońca, który tak uwielbiał. Warknął, gdy jasnowłosy tylko mu to utrudniał.
- Nie zejdę - odkrzyknął młodzieniec, mocniej wtulając się w pień drzewa. Nie miał zamiaru schodzić, robić tego, czego oczekuje od niego Nive. - Jest mi tu dobrze. Idź do tych swoich... Driad... I daj mi spokój. Znajdź sobie inną naiwną istotę, która będzie ci się oddawać, kiedy tylko zapragniesz.
Nive spojrzał na kochanka z niedowierzaniem, zupełnie nie rozumiał o co mu chodzi, co ten mu znowu zarzuca, o co go oskarża. Zastanawiał się, kiedy w tej jasnej główce zrodził się pomysł, że nie chce udać się za nim, by mógł więcej czasu poświęcić Driadom. A przynajmniej tak to zrozumiał strażnik Puszczy. Zmarszczył brwi, próbując obmyślić plan jak sprowadzić kochanka na ziemię, jednak natura postanowiła go wyręczyć. Atraviel próbował przesunąć się wgłąb cienia, by być mniej widocznym dla Nive. Niechcący źle postawił stopę, która poślizgnęła się na wilgotnej gałęzi, a sam młodzieniec runął w dół.
Gdyby nie refleks Druida, z pewnością jasnowłosy upadłby boleśnie na ziemię. Nive złapał Atraviela i przyciągnął jak najbliżej siebie, zamykając w silnym uścisku ramion. Młodzik nie byłby w stanie się wyrwać, nawet gdyby bardzo próbował. Nie był w stanie równać się z siłą starszego mężczyzny. Druid usiadł pod drzewem, nie wypuszczając ze swoich objęć kochanka. Trzymał go blisko siebie, tak jak chciał tego kilka chwil temu.
- Nie mam pojęcia co sobie ubzdurałeś, At. Naprawdę... - wyszeptał młodzieńcowi do ucha, starając się jednocześnie zebrać myśli. - To nie jest tak, że nie chcę udać się za tobą czy też, że nie chcę zatrzymać cię w Puszczy. Gdybym mógł, wykorzystał bym każdy rodzaj magii, o którym kiedykolwiek słyszałem, by przywiązać cię do siebie i nigdzie nie wypuszczać. Ukryłbym cię gdzieś głęboko w lesie, gdzie nikt by ciebie nie znalazł, a ty nie rozpoznałbyś miejsca, w którym jesteś. Co z tym idzie, nie byłbyś w stanie się nigdzie wybrać. Tak bardzo zależy mi na tobie, na twojej obecności, że z chęcią pozbawiłbym cię wolności. I właśnie dlatego, że jesteś dla mnie tak ważny, nie zrobię tego. Chcę byś był przy mnie z własnej woli. Gdybym cię zmusił do zostania, już po kilku dniach patrzyłbyś tęsknie w kierunku lasu i opracowywał plan, jak się stąd wyrwać. Wyczekiwałbyś okazji, by uciec jak najdalej i spełnić swoje marzenia. A ja... Nie mógłbym iść za tobą, nawet jeśli tego pragnę. Chcę wiedzieć czy jesteś bezpieczny, dopilnować tego, by nic Ci się nie stało, ale nie mogę... Nie mogę opuścić tego miejsca. Wiesz doskonale, że jestem za nie odpowiedzialny. Jestem częścią niego, jestem jego sercem. Gdybym opuścił Puszczę, umarłaby, a ja zapewne razem z nią.
Ładna, płynna narracja, trochę sucha, jak relacja z jakiegoś wydarzenia, nie historia. Czasami czas akcji się rwie przez zbytnią opisowość wypowiedzi i nadaje wagi tym kwestiom, które są nieistotne, przez takie rzeczy czasami czytając czytelnik czuję się odrobinę zdezorientowany.
OdpowiedzUsuńHarlequiny w konwencji fantasy zdecydowanie nie są gatunkiem, który mógłby mnie pasjonować, więc ciężko mi ocenić całe opowiadanie. Postaci i rozwój akcji do mnie nie przemawiają, ale zachowują typ harlequinu więc jak sądzę jest dobrze, kwestia fantasy - jeżeli ma być tłem dla romansu to w porządku, jeżeli ma się wybijać na pierwszy plan to warto by było trochę to rozwinąć, dodać głębi. Jedna z wyraźniejszych sytuacji np. - moment z poprzedniego fragmentu "Pragnienia" gdy Nive wchodzi przed chatę aby leczyć. Zajmuje to tyle miejsca co połowa zbliżenia jego i Atraviela, a zdecydowanie nie jest na tyle ważne aby być tak wyeksponowane. Poza tym trochę mi się ściera ten obraz grzecznie czekających przed chatą istot, trochę spłaszcza świat, bo sprawia wrażenie że tworzysz w owym świecie postaci z założenia drugoplanowe, widziane tylko z perspektywy głównych bohaterów. Nie jest to złe, ale na pewno nie pomaga powieści.
Podsumowując - ładna, wyćwiczona narracja, czasem tylko szwankuje, od strony technicznej jest idealnie, świat przedstawiony wg mnie wymaga jeszcze trochę pracy, postacie wpisują się w kanon, mi ciężko jest je wyczuć, ale na pewno doceni to miłośnik gatunku.
asztan
Na początku nie chciało mi się tego czytać, ale po kilku linijkach tak sie wkręciłam w to że tu raczcej zostane! Osobiście mi się bardzo podoba i to jeden z ciekawszych blogów na których byłam :)Bardzo interesujacy watek. Zaraz zabieram sie do czytania poprzednich wpisów
OdpowiedzUsuńxombrexxd