sobota, 26 grudnia 2015

Kilka słów prawdy.

Po odejściu driady Atraviel nie potrafił przestać gniewnie prychać i fukać. Był rozjuszony, miał ochotę coś zniszczyć, zmieść w najdrobniejszy pył. Najchętniej to leśną boginkę, która wciąż krążyła wśród drzew wokół polany, bacznie ich obserwując. Mógłby teraz wyjść, zostawić nieświadomego jego celów i pragnień Druida w chacie, który zajął się przygotowaniem dla nich posiłku po męczącym dniu.
At zwabiłby driadę, która chętnie wygarnęłaby mu wszystko co ma mu za złe. Nie wiedział czym ta sytuacja była spowodowana, ale chciał wiedzieć. Bardzo chciał poznać prawdę, jednak Nive ignorował wszystkie jego próby wyciągnięcia z niego informacji. Udawał, że nie słyszy pytań, całą swoją uwagę skupiał na kawałku mięsa, który miał zdecydowanie więcej przypraw na sobie niż driada posiadała kochanków. At poważnie zwątpił w zjadliwość steku, jednak nie chciał się mieszać w sprawy kucharzenia Druida. Najwyżej będą musieli pić obrzydliwe zioła, by załagodzić skutki uboczne tak nadmiernego dopieszczania posiłku.
Zerknął przez drzwi, ku skraju lasu. Widział jak boginka przemyka między drzewami, przystaje, patrząc się na niego złowrogo. Domyślił się, że tę dwójkę coś łączyło. I to wielkie coś, o którym sama myśl wzburzała krew w żyłach jasnowłosego. Tylko tym się nakręcał, pragnął coraz bardziej wyjść, skonfrontować się z rzeczywistością, zmierzyć się z kobietą i… Dotkliwie ją skrzywdzić.
Z satysfakcją przyglądałby się jak jej ciało powoli staje w płomieniach. Zaczyna się od nadgarstka i przechodzi dalej, rozprzestrzenia się na kolejne części ciała. Przedramię, ramię, szyję, brzuch, długie nogi. Wytapia białka, złuszcza i zwęgla skórę, która odpada płatami, odkrywając przed nim czerwoną i gorącą jak lawa krew. Stałby i patrzył na to dopóki nie zostaną po niej same zgliszcza. Zdeptałby je potem, upewniając się, że mieszają się z ziemią. W końcu tam było jej miejsce. Głęboko zakopane pod warstwą mchu, tam gdzie nikt jej nie dosięgnie, a Puszcza nie będzie nawet świadoma jej istnienia.
Przez jego ciało przeszedł potężny dreszcz zwiastujący przyjemność. Przeraziło go to. Wystraszyły go jego własne myśli, oraz satysfakcja, jaką mu one sprawiały. Jednak jedna rzecz zadziałała na niego niczym zimna woda, wylana wprost na jego głowę. Otrzeźwiło jego myśli, pozbywając się tego nieznośnego pragnienia, które napędzało w nim nienawiść.
Uświadomił sobie, że krzywdząc driadę, skrzywdziłby i Druida. Mężczyzna ocalił go, udzielił mu schronienia, sprawił, że był pierwszą istotą, której zaufał i nie zawiódł się na tym. Troszczył się o niego, był niezwykle delikatny i… Stał mu się tak bliski, jak jeszcze nikt inny. Atraviel nie chciał tego utracić, chciał się tym wszystkim nacieszyć, nim będzie musiał w końcu rozpocząć dalszy etap swojej podróży.
Dlatego tym bardziej, wizja stania się wrogiem puszczy, która niosła za sobą wiele konsekwencji, była niemalże paraliżująca. Gdyby Ishar odwróciła się przeciwko niemu, Nive nie zawahałby się, by pozbyć się jasnowłosego. Wygnałby go lub zabił. W każdym razie wszystko prowadziłoby do tego, że oddzielono by go od starszego mężczyzny.
- Dziś wieczór musimy zadowolić się owocami - usłyszał szept Druida i poczuł oplatające go silne ramiona w pasie. Zamruczał cicho i odchylił głowę lekko na bok, gdy Nive zaczął obsypywać drobnymi pocałunkami jego długą szyję. Z pewnością zadowolą się owocami - pomyślał chłopak i zaśmiał się cicho przylegając mocniej do torsu mężczyzny.
Nive czekał na ten moment cały dzień. Kiedy zostaną sami, a on znów będzie mógł być tak blisko młodzieńca, jak tylko będzie chciał. Westchnął z zachwytem wyczuwając ten delikatny, charakterystyczny zapach kojarzący się ze słońcem. Wtulił nos w zgięcie szyi chłopaka, skąd wydawał się on intensywniejszy. Powoli stawał się głodny, jednak był to innego rodzaju głód. Spalający od środka, ściskający wręcz boleśnie podbrzusze. Pragnący drugiej istoty obok, tak blisko i długo, aż ten głód pochłonie go do reszty. Przesunął dłonie niżej, zaciskając palce na biodrach kochanka, które przycisnął mocniej do siebie.
- Mieliśmy wziąć kąpiel - wymruczał At, muskając ustami ucho druida. Niby całkiem niechcący, a jednak z ogromną satysfakcją, szczególnie, gdy przyszło mu usłyszeć niski pomruk mężczyzny. Podobało mu się to, oj bardzo podobało. Mimowolnie cofnął się, ciągnąc za sobą swojego kochanka, a gdy jego pośladki oparły się o blat tego okropnego, koślawego stolika, który miał przez chwilę ochotę wyrzucić za driadą, z zadowoleniem stwierdził, że mebel może jednak na coś się przydać.
Nive uniósł chłopaka, sadzając go na blacie, pozwalając, by At oplótł go udami i wpijając się w jego usta. Mocno, z pasją, której sam po sobie się do niedawna nie spodziewał, a teraz była ona czymś tak naturalnym jak oddychanie.
Hałas jaki przetoczył się echem po chatce druida zagłuszył wściekłe przekleństwo, które wyrwało się z ust Atraviela, gdy to znienawidzony mebel... zmienił się w kupkę drewna. No tak... Był nie tylko pokraczny, ale na dodatek właśnie postanowił się wyjątkowo perfidnie zemścić w jedyny możliwy sobie sposób. Wystarczyło, by Nive oparł się o niego mocniej, pragnąc znaleźć się jeszcze bliżej młodzieńca, a krzywe, drewniane nogi pękły z głuchym trzaskiem. Oboje wylądowali na ziemi.
- Wszystko dobrze? - spytał druid, podnosząc się pospiesznie i pomagając wstać blondynowi.
- T-tak... - sapnął, otrzepując się i łypiąc z niechęcią na cały jeszcze o dziwo blat. Odetchnął jednak głęboko. Nie chciał pozwolić, by cokolwiek im teraz przeszkadzało. Wciąż czuł przyjemne ciepło i słodkie wręcz mrowienie, przebiegające przez kręgosłup. Chciał więcej. Wiele więcej. Chwycił więc silną, szorstką dłoń czarnowłosego i uśmiechając się pociągnął mężczyznę za sobą do wyjścia. Mógł ten bałagan i sam osobiście posprzątać, tylko później... Bardzo później...
Nive przysunął się do Atraviela złapał zdecydowanie za jego biodrach. Podniósł chłopaka nieco w górę, pozwalając, by objął go udami w pasie. Sam przesunął dłonie na pośladki kochanka z lubością  zaciskając na nich palce. Zamruczał nisko, gdy At poruszył się w jego objęciach, sprawiając że dolna część ciała chłopaka naparła na naprężonego członka Druida. Syknął w usta jasnowłosego, przygryzając mocno jego wargę. Nie sprawiło to, że At wycofał się, kazał zatrzymać i wypuścić go z objęć. Wręcz przeciwnie. Delikatne iskierki bólu były dodatkowym bodźcem podkreślającym odczuwanie przyjemności. Jasnowłosy objął dłońmi twarz Nive zmieniając czuły i delikatny do tej pory pocałunek w bardziej namiętny i zdecydowany.
Mężczyzna szedł szybko i zdecydowanie, jednak przez delikatne pieszczoty, którymi raczył go młody kochanek, miał wrażenie, że do tego źródełka wcale nie dotrą. Miał ochotę położyć go na trawie, zerwać z niego ubrania i kochać się z nim pod odsłoniętym nieboskłonem. Chciał zawstydzić leśne istoty, gwiazdy, Isilthae i jej wilka.
Nie mógł się doczekać, aż dotrą na miejsce. A Puszcza im tego nie uniemożliwiała. Każdy kamyczek czy wystająca gałązka, niknęły pod mchelną warstwą, by nie narażać pary kochanków na upadek, kiedy byli tak bardzo zaaferowani sobą.
Skupieni na sobie, nie dostrzegali tego, co dzieje się wokół nich. Nive instynktownie omijał drzewa, doskonale pamiętając ich położenie. Nie był w stanie spuścić spojrzenia z zarumienionej twarzy kochanka, zaczerwienionych lekko rozchylonych ust, którymi zaczerpywał potężne hausty powietrza. Mętny wzrok Atraviela, przysnuty mgiełką pożądania, zostawiał palące ślady na skórze Nive, gdy ten przyglądał mu się z równą fascynacją.
Mężczyzna niemalże zatrzymał się w miejscu, czując jak szczupłe i zgrabne palce, delikatnie rozplątują pas, przytrzymujące spodnie Druida. Wsunęły pod materiał i zacisnęły na wpół twardej męskości Druida. Członek drgnął i stwardniał pod wpływem dotyku, unosząc się ku górze, zachęcając do dalszych pieszczot i zabaw. At uśmiechnął się z zafascynowaniem, nie mogąc oderwać spojrzenia od czerwonej główki. Nie przejmował się tym, że odchylił się niebezpiecznie do tyłu i gdyby nie siła Nive, już dawno wylądowałby boleśnie na ziemi.
Na szczęście dla Druida, znaleźli się już przy źródełku. Inaczej musiałby urzeczywistnić swoje myśli sprzed chwil o mchu i gwiazdach. A nie taki miał przecież plan.
- Rozbierz się i wejdź do wody - warknął, poluźniając uścisk rąk, by młodzieniec mógł stanąć na ziemi. Zrobił to mało zgrabnie, a kiedy tylko stopy chłopaka zetknęły się z podłożem, nogi ugięły się pod ciężarem jego ciała. Nive przytrzymał chłopaka, powstrzymując się jednocześnie od tego, by ponownie przyciągnąć go blisko siebie. Wiedział, że wtedy by go nie wypuścił ze swoich objęć.
Chciał go widzieć w źródle. Opierającego się o wilgotne kamienie, zaciskającego na nich palce, łapiącego gwałtownie oddech. Zawarczał cicho, gdy ta wizja zaatakowała jego umysł nagle, gwałtownie i za nich nie chciała go opuścić. Był tak skupiony na tym, że nawet nie zarejestrował kiedy Atraviel wykonał jego polecenie i teraz stał w źródełko i przyglądał się mu nutką rozbawienia.
- Dołączysz do mnie wreszcie? - spytał blondyn zadziornie, obrzucając druida łakomym wzrokiem.
Słysząc te słowa, ich ton Nive poczuł jak jego krew krąży jeszcze szybciej, uderzając do głowy i rozlewając się wrzącą falą po całym ciele. Niemal zerwał z siebie ubrania, by już po chwili wpić się niemal brutalnie w usta kochanka. Pragnął go niesamowicie, na dodatek z każdym pocałunkiem, dotykiem coraz bardziej i bardziej. I dał upust tym pragnieniom w tym jak jego usta zachłannie łączyły się z ustami Atraviela ledwie pozwalając mu zaczerpnąć tchu, w przyspieszonych, stanowczych ruchach dłoni z lubością błądzących po szczupłym, drżącym lekko ciele, które przyciskało się do niego kurczowo, pragnąc wciąż więcej.
I po raz kolejny palce Nive zanurzyły się w leczniczej maści, skrzętnie schowanej w kieszeni, by przydać się w takiej właśnie chwili, a następnie z lubością odnalazły gorące wnętrze młodzieńca. Tym razem jednak gwałtowność targających kochankami uczuć sprawiła, że nic nie było powolne i delikatne. Wszystko co robili zdradzało irracjonalny pośpiech. Było szybkie, gwałtowne, a mimo to zbyt wolne, zbyt wiele wydawało się dzielić ich od spełnienia.
Druid obrócił chłopaka w swoich ramionach, tyłem do siebie. Skubał przez chwilę jego kark, błądził dłońmi po jego klatce piersiowej, brzuchu i niżej, pieszcząc jego nabrzmiałą męskość. Zaraz jednak z głośnym warknięciem chwycił go za biodra, zmuszając przy tym, by pochylił się, opierając dłonie na kamieniach. Wizja, która prześladowała go tak uciążliwie spełniła się z chwilą, w której z gardłowym pomrukiem wszedł w Atraviela. Być może za wcześnie, zbyt szybko, ale nie potrafił dłużej czekać. Nie tylko on z resztą, bo i At gnany pragnieniem przyjemności, które owładnęło go całkowicie, poruszał biodrami, starając się nadążyć za szybkim i mocnym rytmem, jaki narzucał czarnowłosy. Jego ciało jednak drżało, przeszywane co ułamek chwili nowymi spazmami rozkoszy, wyciskającymi z jego zaciśniętego gardła kolejne urywane krzyki i przeciągłe jęki, które odbijały się echem pośród Puszczy. A ta chętnie wsłuchiwała się w pieśń pełną pragnień i żądzy.
Nive nęcony tym jak ciało jego kochanka reagowało na każdy najmniejszy ruch, przyspieszył, by dać spełnienie nie tylko sobie, ale i Atravielowi, który opadł ciężko, starając się złapać oddech i z lubością przyjmując chłodny powiew wiatru owiewający jego rumiane policzki.
Druid przyciągnął jasnowłosego do siebie, sadzając go sobie na kolanach, obsypując jego czerwoną twarzyczkę czułymi pocałunkami, gładząc policzki, ostrożnie muskając dłońmi jego dygoczące wciąż ciało. Taki At był dla niego najrozkoszniejszym widokiem, zmęczony niczym innym jak uprawianą chwilę wcześniej miłością. I nie chciał dzielić się tym widokiem z innymi. Dlatego, kiedy ujrzał zbliżające się Driady, zachęcone odgłosami i zapachem, zawarczał groźnie, przytulając mocniej do siebie chłopaka. Uznał, że to właśnie Atraviel je zainteresował, wyczuł zagrożenie. Nawet przez myśl nie przeszło mu, że mogły pragnąć czegoś, a nawet kogoś, innego. Posyłał im spojrzenia obiecujące tak wiele cierpienia, ile mógł z siebie wykrzesać. Uspokoił się dopiero wtedy, kiedy ostatnia z boginek w popłochu zniknęła między roślinnością.

21 Liryth, 654 rok drugiej ery.
Atraviel siedział przed chatą ostrożnie i z dokładnością rysując widzianą przez siebie roślinę i zapisując pod nią to co rankiem zdążył powiedzieć o niej druid. Nawet jeżeli chłopak miał dobrą pamięć, to wolał wszystko zapisać, właściwości, zastosowanie i to jakie części rośliny do czego były dobre. Tak na wszelki wypadek, a przy okazji pomagało mu to zapełnić wolny czas. Zdążył już naprawić stolik, który nie był już taki wstrętny, choć blat i nieszczęsna kość dalej wliczane były w jego komponenty. Nie wiedział czemu zatrzymał owy wielgachny gnat. Chyba mu on w dziwny sposób pasował nie tylko do wystroju wnętrza, które miał małe zamiary nieco naprostować pod swoją tu obecność, a przede wszystkim do samego druida. W końcu mężczyzna przytaszczył tu swoje znalezisko z jakiegoś konkretnego powodu. Może po prostu mu się spodobało? Może miało jakąś historię? At tego nie wiedział, wiedział za to, że dobrze jest zachować takie kawałki wspomnień, choćby tylko po to, żeby rzucić na nie okiem gdy czuje się pustkę w sercu.
Mebel był teraz o wiele solidniejszy i nawet odpowiednio wypoziomowany. Blat stał się bardziej okrągły, choć do idealnego okręgu dalej mu nieco brakowało, podpierała go kościana noga. Tym razem jednak opleciona solidnie odpowiednio giętym drewnem, które stanowiło zarówno dolną podporę, stabilną i solidną, jak i trzymało blat. At nie omieszkał sprawdzić wytrzymałości swojego dzieła wchodząc na nie i podskakując. Wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku i nawet z wyglądu stoliczek nabrał dość sporo pozytywów. Z resztą w jego zrobienie włożono sporo magii, nawet jeżeli drewno, materiał, który kiedyś był żywy, nie wymagał znacznych zasobów siły magicznej, by można było manipulować jego kształtem. Wystarczyło wiedzieć co chce się zrobić, bo raz gięty magicznie przedmiot trudno było wykorzystać ponownie.
At odłożył szkicownik i uniósł mapę. Zaznaczył już na niej Ishar i niedużą, przynajmniej taka powinna być, rzeczkę, w której niemal utonął.
- Co robisz? - usłyszał tuż obok siebie i wzdrygnął się.
- Nie strasz mnie tak - sapnął, ale zaraz oparł się o Nive, który usiadł obok niego. Chłopak nie potrafił pojąć jak ktoś postury mężczyzny może poruszać się tak cicho.
- Wybacz - wymruczał ten, w ramach przeprosin i pogłaskał jasną czuprynę z czułością. - Więc?
- Ogólnie to się nudziłem - wzruszył ramionami. Żałował, że nie mógł iść z druidem na jego obchód. Było jednak na to chyba za wcześnie, o ile będzie mu to w ogóle dane. - Zdążyłem naprawić stolik, mam nadzieję, że ci się spodoba i nieco opisałem te kilka roślin, o których mi opowiedziałeś, a tu... tu zaznaczyłem na mapie nasze położenie. Swoją drogą to dotarło do mnie jak bardzo jest niedokładna. Nie ma tu nawet co mniejszych wiosek, o rzekach nie wspomnę, bo są tylko te główne, a całą Puszczę ktoś skrzętnie ominął. Ale może to i dobrze... Przynajmniej nie rozejdzie się zbyt szybko, że jest tu magia. - Chłopak zwinął kawałek papieru i włożył go do swojej torby, mimowolnie sięgnął po miedziany medalik.
- Stało się coś? - spytał Nive, widząc jak uśmiech na twarzy młodzieńca blednie.
- To nic takiego... Po prostu to należało do mojej mamy - wyjaśnił. - Zastanawiam się co teraz robi, jak sobie radzi ona i Rissa, moja siostra.
- Tęsknisz za nimi.
- Tak - przyznał At. - I martwię się, choć... Jestem pewien, że beze mnie będzie im lepiej. - Nie bardzo miał ochotę o tym mówić, choć... może nie do końca nie miał ochoty, co nigdy, nikomu o tym nie mówił. Nie zwierzał się, nie żalił. Znosił to, co serwował mu los, nawet jeżeli jego niespokojny duch zmuszał go czasem do walki i szukania rozwiązań. Nikogo jednak nie ośmielał się obarczać swoimi bolączkami, bo jak mógł to robić? Jedyne na świecie dwie bliskie mu osoby poświęcały dla niego to co miały najcenniejsze, swoje życia. Wyczuwał jednak nieme pytanie, ciekawość, ale przede wszystkim chęć pomocy, jaką oferowały oplatające się wokół niego ramiona druida. Postanowił więc mówić dalej. - Życie z kimś takim jak ja jest ciężkie. Odkąd byłem dzieckiem trzeba mnie było ukrywać przed łowcami niewolników i innymi ludźmi chętnymi żeby sobie dorobić. Mama nie wiedziała komu ufać, więc nie ufała nikomu, a ja... - At westchnął ciężko - nie ułatwiałem jej życia. Kiedy byłem dzieckiem i moja magia ledwie się budziła nie panowałem nad nią. Wystarczyło, że się zdenerwowałem czy podekscytowałem, a coś wokół mnie fruwało, płonęło... Przez to byliśmy zmuszeni przenieść się do domu praktycznie leżącego w lesie. Mamie nie było łatwo, ze wszystkim była praktycznie sama, nie miała przyjaciół, ba, nawet znajomych. Zupełnie jakby nie wystarczyło już to, że sama jest pół elfem i samo to sprawiało, że ludzie niezbyt przychylnie się do niej odnosili. Nawet gdy podrosłem nie mogłem jej pomagać za dnia, bo ktoś mógłby mnie zauważyć. Później pojawił się ten...
Nive wzmocnił uścisk, gładząc delikatnie ramię chłopaka, czując jak ten spina się na jakieś mało przyjemne wspomnienie, które teraz zawładnęło jego umysłem. Sama z resztą treść słów chłopaka wystarczyła, by pragnął z całych sił mocniej przygarnąć to jasnowłose, przygnębione stworzenie.
- Później pojawił się Nurick... myślałem, że jest przyjacielem mojej mamy. I takiego z resztą bardzo dobrze udawał. Nie próbował mi nigdy zastąpić ojca, o nie, ale... tolerował mnie, wiedział o mnie, to mi wystarczało. A przynajmniej tak to czułem kiedyś. Gdy urodziła się moja siostra miałem osiem lat, mimo, że ani matka, ani on nigdy nie powiedzieli tego otwarcie to nawet jako dzieciak zdawałem sobie sprawę z tego, że Rissa to jego córka. Myślałem wtedy, że... No, że będziemy rodziną. Taką w miarę normalną. Lata jednak mijały, a nic się nie zmieniało. Przynajmniej do czas kiedy... - At ponownie zwiesił głos, mimo to zaczął mówić dalej, gnany jakąś wewnętrzną potrzebą wyjawienia komuś tego co się stało, nawet jeżeli druid miałby go za to potępić. - Ja szukałem mamy, wieczorem... Rissa była wtedy chora, miała gorączkę, a mama miała tylko na chwilę iść do wioski, tylko, że długo nie wracała. Znalazłem ją z nim... w jego domu. Mama płakała, była prawie naga, próbowała się wyrwać, a on ją uderzył. Zaczął warczeć, że ma mu dać co chce, tak, jak to grzecznie zawsze robiła, żeby jej bękart był bezpieczny... Nie potrafiłem się odwrócić i odejść. Byłem tak wściekły jak jeszcze nigdy. Wszedłem do środka, mama widząc mnie uciekła... Chyba sama nie wiedziała co ma ze sobą zrobić i jak na mnie spojrzeć, tylko, że ona nie zrobiła nic złego. Za to on... Wziąłem nóż i poderżnąłem mu gardło. Tak po prostu patrzyłem jak się wykrwawia i czułem ulgę. Później spaliłem wszystko. Widzieli mnie ludzie z wioski. Nie mogłem tam dalej zostać. Wpadłem do domu, zabrałem kilka rzeczy... Mama chciała mnie zatrzymać, ale ja nie umiałem znów ich narażać. Uciekłem.
Atraviel zamilkł, nawet jeżeli nie był to koniec jego historii, to nie potrafił powiedzieć nic więcej. Mógł tylko skulić się, obracając w dłoni chłodny metal, ostatnią pamiątkę, po kimś kogo wciąż kochał.
Informacja, którą właśnie podzielił się z Druidem Atraviel, była dla mężczyzny sporym zaskoczeniem. Zerknął na spochmurniałą twarz kochanka i starł kciukiem wilgotne ślady z jego policzków. At był młodziutki, pewnie nawet nie osiągnął wieku pełnoletności. Powinien spędzać czas z przyjaciółmi, włóczyć się bez celu po okolicznych wsiach i miasteczkach, poznawać sekrety i uciechy młodzieńczego życia.
A tymczasem przeżył więcej niż niejeden starzec. Zmuszony ukrywać się i uciekać, znalazł się w końcu w miejscu, które nawet nie widnieje na mapie. Otoczony istotami, które nie są nastawione do niego przyjaźnie, może jedynie liczyć na pomoc od obcego mężczyzny, który równie dobrze mógłby go sprzedać za sporą sumę monet i żyć za nie do końca swych sędziwych dni.
Nawet Nive, dojrzały osobnik, który gołymi rękoma potrafi powalić najpotężniejsze stworzenia Puszczy, nie wykorzystując do tego nawet całej swojej siły, czuł się przerażony w obliczu tego, co spotkało Atraviela. Nie wiedział czy podołałby takiemu zadani, będąc w tak młodym wieku. Jego wychowała Ishar, w jej granicach był bezpieczny. Chroniła go, dopóki nie dorósł i sam nie był w stanie przejąć tego ciężkiego zadania i odwdzięczyć się jej za wszystko, co dla niego zrobiła.
Nie wiedział co mógłby powiedzieć, by ukoić lęk jasnowłosego i wygnać z jego umysłu wszelkie nieprzyjemne myśli. Widział jak marszczy czoło i przygryza nerwowo wargi, ucieka spojrzeniem na boki, nie chce patrzeć wprost na Druida. Lękał się, w końcu jego tajemnica wyszła na jaw i nie było w tym ani krzty pozytywnych wieści.
Druid zrobił więc jedyną rzecz, która przyszła mu na myśl. Pochylił się lekko do przodu, przytrzymując twarz chłopaka, by nie próbował nawet odwrócić głowy, kiedy zaczął składać na jego ustach delikatne niczym muśnięcia motyla pocałunki. Nie wiedział ile czasu tak spędził, muskając czule i z uczuciem wargi jasnowłosego, nie pogłębiając pieszczoty, choć niezmiernie go korciło. Odsunął się dopiero, gdy usłyszał cichy śmiech Atraviela, a w błękitnych oczach pojawiły się radosne ogniki. Uśmiechnął się zadowolony z tego, że udało mu się poprawić humor kochanka. Bądź co bądź, w nieco prymitywny sposób.
- Bałem się, że będziesz mnie potępiał - powiedział cicho, a z jego ust nie schodził delikatny, figlarny uśmieszek, na którego widok Nive z ledwością mógł powstrzymać przyjazne pomruki.
- Dlaczego miałbym cię potępiać, ślicznotko? - Uniósł lekko grubą brew, patrząc z zaskoczeniem na kochanka, który spuścił wzrok na swoje dłonie, przyglądając się uważnie różowym bliznom, które kiedyś były nieprzyjemnie wyglądającymi ranami.
- Tak mnie jeszcze nikt nie nazywał. - At zaśmiał się głośno, opierając czoło na ramieniu mężczyzny. Przyłożył palce do szerokiej piersi, wzdychając z zadowoleniem, gdy pod opuszkami wyczuł szybkie i mocne bicie serca mężczyzny. Było w tym coś kojącego, uspokajającego, poskramiającego wewnętrzny strach i dającego tyle odwagi, że można było sprostać każdemu zadaniu. Nie ważne jak trudne i przerażające mogło się wydawać. - Zabiłem człowieka, z zimną krwią. Nie czułem strachu, nie miałem po tym poczucia winy. No… Może troszkę. Ale gdybym miał cofnąć się do tamtej chwili, zrobiłbym to ponownie.
- I za to mam cię niby potępiać? - Nive zapytał zdumiony, obejmując mocno Atraviela, przyciągając go tak bisko siebie, że bliżej znajdować się nie mógł. - Zrobiłeś to, co uważałeś za słuszne - dodał jedynie, nie próbując przeciągać dalej tego tematu. Nie czuł się w obowiązku potępiać chłopaka czy próbować mówić, jak wiele zła uczynił. W końcu w wyniku tego zdarzenia powstało coś dobrego, choć sam Atraviel zapłacił za to ogromną cenę. Sam Nive zabił w swoim życiu wiele osób, w mniej lub bardziej okrutny sposób. Doskonale rozumiał motyw młodzieńca, obrona najważniejszej rzeczy w naszym życiu często stoi ponad moralnością. I Druid nie widział w tym nic złego. Wręcz przeciwnie. Był nawet pod wrażeniem odwagi jasnowłosego, że zdobył się na taki krok, chociaż działał w afekcie. Jednak nie poddał się, kiedy przyszło mu porzucić ostoję wśród osób, które szczerze go kochały.
Był odważny, uparty w pozytywnym tego słowa znaczeniu, a zarazem wydawał się tak kruchy, na skraju załamania, że Nive uczyniłby wszystko, by zatrzymać go przy sobie. W miejscu, które jest bezpieczne, gdzie nikt nie będzie pragnął jego krzywdy, gdzie nie będzie się wyróżniał, gdzie będzie równy każdej innej istocie. Gdzie będzie razem z Druidem. Tak, to było w tym wszystkim najważniejsze. Nie to, by został w Ishar, ale by pozostał tutaj razem z Nive. Nie tylko on tego pragnął, słyszał cichy śpiew Puszczy, wypełniający radością serce. Podchwyciła ten pomysł.
Przeczesał palcami jasne włosy Atraviela, przyglądając się z niechęcią krańcowi polany, gdzie mógł z łatwością dostrzec natrętne boginki, które nagle zaczęły interesować się jego życiem.
Jasnowłosy opowiedział mu o części swojego życia, zdradził jedną z największych i najważniejszych tajemnic. Zaufał mu, otworzył się przed nim. Więc może nadszedł i czas, by Nive opowiedział coś o sobie? Nie czuł żadnego przymusu, jednak chciał odwrócić uwagę młodzieńca od jego własnych problemów. Skupić jego myśli na czymś innym, nawet jeśli wcale nie będzie to przyjemne. Przynajmniej nie będzie dotyczyło to bezpośrednio niego.
- Lorelei - powiedział, zastanawiając się jak powinien ująć dalej to, co chciał powiedzieć. By niczego nie zapomnieć, niczego nie przekręcić. Nigdy tego nikomu nie opowiadał, trzymał zawsze w sobie. Wydarzenia jawiły się w jego głowie bez ładu i składu, w chaotycznym, tylko sobie znanym porządku. Zebranie  ich razem, ułożenie chronologicznie było zdecydowanie trudnym zadaniem. - Tak na imię ma driada, którą miałeś wątpliwą przyjemność poznać. Jest… Była kimś na kształt mojej narzeczonej. Tak to się chyba nazywało za granicą Ishar. Przeznaczona partnerka, której powierza się wszystko co się posiada.
Atraviel słuchał słów mężczyzny, starając się mu nie przerywać, ale jakoś dziwnie go to... ukłuło? Druid miał narzeczoną... kogoś dla siebie ważnego? Chciał w tym miejscu zadać milion i jedno pytanie, tak, żeby nie musieć zadawać tego najważniejszego i najbardziej go interesującego. Nie zrobił tego jednak mając nadzieję, że jego rozmówca sam wszystko wyjaśni.
- Nie zrozum mnie źle - kontynuował mężczyzna ku uciesze chłopaka - nie chciałem tego i cały czas się opieram. Jednak moja matka zaplanowała to wszystko na długi czas przed moimi narodzinami. Jak pewnie wiesz, driady nie zrodziły się z ciała. Są to zmaterializowane dusze roślinności, które przeżyły wiele lat i uzyskały swoją własną świadomość. Opuściły roślinność, składając z magicznych cząsteczek swoje ciała, by były widzialne. Odczuwają ogromne pragnienie, by zaznać choć odrobinę miłości, jednak ich ciała są martwe. Poszukują czegoś, czego dostać nie mogą i nieustępliwie w tym trwają. Były z tego powodu wściekłe, uważały że zasługują na więcej, że Los okrutnie je skrzywdził, tworząc je takimi jakimi są. Dlatego powstał plan, by ulepszyć rasę. Sprawić, że Driady nie będą tylko duszami w drewnianej powłoce, a normalnymi istotami, ciepłymi, pachnącymi kwiatami, a nie zgniłą ziemią. Będą odczuwały fizyczne przyjemności, którym będą mogły oddawać się bez końca. Jestem częścią zrealizowanego planu. Efektem naginania praw natury, magii i chciwości Driad. Nie powinienem istnieć, nie powinienem w ogóle się narodzić. Nie dlatego, że odczuwam nienawiść do siebie czy swojej matki. Po prostu jest to fizycznie niemożliwe. Driady nie posiadając własnego ciała, nie mają rozrodczych predyspozycji. Nie potrafią zajść w ciąże, nie potrafią dać nowego życia. Jednak w jakiś sposób to obeszły. Znalazły zaklęcie czy eliksir, który przystosował ich ciała na jedną, dla nich zdecydowanie zbyt krótką chwilę, by stały się bardziej ludzkie. Przestały być zwykłą roślinnością z pragnieniami, w którą ktoś wpakował duszę. Moja matka pod wpływem tej magii uwiodła mężczyznę, którego uznała za najlepszego do ulepszenia rasy. Silnego, posiadającego w sobie potężną magię, posiadającego ogromną wiedzę o tym co znajduje się w Puszczy. Z owocu tego „związku” zrodziłem się ja. Oczywiście moja matka nie miała żadnego instynktu macierzyńskiego, więc zaraz po moich narodzinach porzuciła mnie w Puszczy, uważając, że doskonale sobie poradzę. W końcu jestem ulepszoną driadą - zaśmiał się szyderczo, poprawiając w swoich ramionach Atraviela, który zasłuchany  w opowieść Nive, zupełnie nie zdawał sobie sprawy, że mógł ułożyć się w niewygodnej pozycji, po której będzie odczuwał ból całego ciała. - Znalazła mnie jedna niedźwiedzica, której dopiero urodziły się młode. Była jednak zbyt stara, więc młode były słabe i wkrótce po tym zdechły. Nie pamiętam jej też za dobrze, zmarła dawno temu. Zadbała o to, bym w miarę dojrzał i usamodzielnił się, a musiałem zrobić to w naprawdę młodym wieku. Gdy dorosłem i stałem się strażnikiem Ishar, matka przypomniała sobie o planie. Uznała, że to doskonały czas, by zrealizować jego dalszą część. Czyli znaleźć dla mnie partnerkę, z którą spłodzę nowe potomstwo. Będzie matką nowej rasy driad, która nie będzie tak zależna od Puszczy. Wybór padł na Lorelei, jest najmłodsza, silna, ma wiele pomysłów. Tak przynajmniej próbowała wytłumaczyć mi to matka, bym zgodził się na realizację planu. Odmówiłem - westchnął nagle zmęczony tym wszystkim. Poczuł na swoich barkach ciężar ty wszystkich lat, opierania się planom driad i unikania ich kolejnych, coraz to niebezpieczniejszych pomysłów i wizji realizacji. - Niestety, byłeś świadkiem tego, że mimo upływu czasu, one wciąż pozostają nieugięte i próbują dopiąć swego. Raz im się prawie udało. Nie biorę od nich żadnego trunku ani pożywienia, więc mnie odurzyły aromatem czydrzycy, która nawet nie rośnie w okolicy Ishar. Na ich nieszczęście nie mogłem ani zacząć, ani skończyć.
- Uuuaaaa - wydał z siebie At, aż za dobrze pamiętając scenę "pocałunku", jakiej był świadkiem. Wzdrygnął się przy tym silnie i mocniej wtulił w druida, odczuwając sporą dozę złości i łypiąc w stronę ściany drzew, gdzie słyszał od czasu do czasu znajome, nieprzyjemne szmery. Obudziło się w nim dziwne uczucie krzyczące w nim wręcz: "MOJE! Nie oddam!". Było ono o tyle dziwne, że odczuwał je pierwszy raz w życiu i nie do końca je rozumiał. Zaczynał się jednak przyzwyczajać, że sporo ostatnimi czasy było dla niego nowością. Z pomocą starszego mężczyzny jednak jakoś sobie z tym radził...

4 komentarze: